>Czytając mój dziennik, jakiego doznajecie wrażenia? Czyż nie takiego, że wieśniak z Sandomierskiego wszedł do fabryki […] i spaceruje po niej jakby chodził po własnym ogrodzie. Otopiec rozżarzony, w którym fabrykują egzystencjalizmy, tu Sartre z rozpalonego ołowiu przyrządza swoją wolność-odpowiedzialność […].Tam huta marksizmu, tu młotpsychoanalizy, oto studnie artezyjskie Hegla i obrabiarkifenomenologiczne [… ].Ale ja przechadzam się pośród tych maszyn i wytworów z miną zamyśloną i zresztą bez większego zainteresowania,zupełnie jak gdybym chodził po sadzie tam u siebie, na wsi. I co jakiś czas próbując tego lub owego wyrobu (jak gruszkę lub śliwkę), mówię – to jakieś dla mnie za twarde. Albo: – To, na moją miarę zbyt obfite [… ]. Więc robotnicy obrzucają mnie spode łba niechętnym wzrokiem. Oto, wśród producentów, zjawił się konsument.
